piątek, 28 października 2016

#12 Epilog

Wystraszona przekroczyła próg sali sądowej. Przeczesując dłonią brązowe, długie kosmyki włosów, zajęła miejsce obok młodej pani adwokat i spojrzała uważnie w stronę Adama; mężczyzna, co chwilę sprawdzał godzinę i widać było po nim, że jest tak samo zdenerwowany, jak ona. Dwudziestosześciolatka czuła, że jeżeli cokolwiek dobrego wydarzy się tutaj dla byłego partnera to będzie koniec wszystkiego. Nie chciała pozwolić, aby Maksymilian miał z nim jakikolwiek kontakt, który przez te lata stanowczo ograniczała. Pragnęła zwycięstwa.


***

Po godzinie, która trwała dla Agnieszki całą wieczność, zatrzasnęła mahoniowe drzwi i siadając wygodnie na krześle, zaczęła wpatrywać się w wysokie, bordowe szpilki. Wyrok, ogłoszony przez Wysoki Sąd nie miał dla niej żadnego sensu. Nie mogła zrozumieć decyzji, którą usłyszała kilka chwil temu. Nie mogła wyobrazić sobie tego, że najbliższe ferie i przyszłe wakacji pięciolatek spędzi w całości ze swoim biologicznym ojcem. Zasmucona, otarła chusteczkę łzy gromadzące się w kącikach oczu i zaczerpując powietrza, wstała z zajmowanego miejsca. Momentalnie podbiegła do swojego męża i wtulając się w niego, starała się zapomnieć o tym, że prawnik w większości wygrał i teraz nic go powstrzyma od spotkań z blondynkiem.
 
-Kochanie, wspólnie damy radę. -wziął ją na ręce, całując przelotnie w policzek. -Mój syn mimo tej całej sytuacji będzie szczęśliwy.
 
-Dziękuję, że jesteś. Gdyby nie Ty byłabym samotną kobietą, a tak tworzymy najlepszą rodzinę, jaką mogłam sobie wymarzyć. -dotknęła chłodną dłonią jego opalonej szyi. -Wyjdźmy stąd, chcę spokoju i długiego spaceru z Tobą, Maksem i Majką. -wyszeptała.



***

Grudzień 2014r


W rodzinnym domu w centrum Szczecina panowało zamieszanie. Od kilku dni każdy przygotowywał się do nadchodzących wielkimi krokami Świąt Bożego Narodzenia, na własny sposób. W niewielkim, dziecięcym pokoju przy choince siedział pięciolatek i nerwowo zdejmował ze świerka niebieskie bombki. Przytulała go do siebie projektantka wnętrz, która również tak samo, jak on nie mogła zrozumieć kolejnego żądania dwudziestopięciolatka. Coraz częściej chciała się sprzeciwić, wypowiedzieć kilka słów za dużo i odetchnąć z wielką ulgą. Poprawiając Maksymilianowi biały kołnierzyk z czarną obwódką, zobaczyła, jak chłopiec zrzucił ozdobę ze swoim imieniem.
 
-To nie ja, spadła przypadkowo. -wtulił się w nią. -To miały być najlepsze święta, mamo.- jęknął.
 
-Będą najlepsze, jeżeli nie dotrzymam słowa, dostanę rózgę od Mikołaja. -pogłaskała go po policzku.
 
-Chcę spędzić je z Tobą, tatą i Mają. Czy ten cały Adam nie może zrozumieć, że nie zrobił na mnie dobrego wrażenia? Po prostu tej sprawy ze mną nie wygrał.
 
Brunetka szerzej otworzyła oczy i zdziwiona przyjrzała się swojemu synowi; ta mądrość, którą posiadał to był największy dar, jaki mógł zdobyć. Maksymilian potrafił się bronić i wszystko wytłumaczyć, nie gryząc się przy tym w język. Momentalnie odsunął się od niej i zakładając na siebie czerwoną koszulkę z białym orzełkiem na piersi i nazwiskiem Grosicki, dumnie spojrzał na puchar stojący na szafce i poprawił złoty medal, wkładając go na szyję.
 
-Nie spędzę już ani chwili dłużej u tego obcego człowieka. Nie był przy mnie, więc zrozumiałe jest to, że moim prawdziwym tatą jest Kamil. Ja nazywam się Grosicki, Maksymilian Grosicki i podejmuje tylko dobre decyzje, a ta będzie moją kolejną, nigdzie nie jadę. -zdjął z szafki srebrny puchar i położył go na łóżku. -Powiedz Adamowi, że niech znajdzie sobie innego syna, bo ja czuję się lepiej przy Was i na boisku. Dziękuję za uwagę i kłaniam się nisko. -zaśmiał się uroczo i pobiegł na dół.
 
-On mnie pozytywnie zaskakuje. -obok kobiety usiadł piłkarz. -Zobacz, co dopisał do swojej listy życzeń. -wręczył żonie skrawek papieru i pobiegł za Maksymilianem.
 
Ze śmiechem zaczęła czytać duże, niewyraźne litery, jednak szybko zasłoniła usta ręką, śmiejąc się przy tym głośno. Grosicka pokręciła z niedowierzaniem głową i wstała z podłogi, zabierając z łóżeczka siedmiomiesięczną córeczkę. Jej oczy i uśmiech całkowicie przypominały mężczyznę, któremu trzy lata temu przyrzekła miłość, wierność i uczciwość małżeńską. Mieli siebie i wiedzieli, że nikt im tego, co najlepsze nie odbierze, ponieważ w rodzinie zawsze była siła nie do pokonania.
 
 
Czerwiec 2016r
 
Po zaciętej i emocjonalnej walce; cała Polska mogła poczuć się wyjątkowo. Wygrany mecz ze Szwajcarią sprawił, że piłkarze poczuli w sobie zapasy energii i droga, którą przemierzali każdego dnia stawała się coraz prostsza. Dwudziestoośmiolatek zrzucając z siebie mokrą koszulkę z numerem dziesiątym, wbiegł do szatni jako ostatni. Widok niebieskich balonów powiększył jego szczęście, a cicha kołysanka, którą nucili pod nosem pozostali piłkarze sprawiła, że wrócił do rzeczywistości.
 
-Gratulacje, tatusiu! -usłyszał krzyk kolegów. -Mikołaj od godziny jest na świecie i mimo, że miał urodzić się dopiero za trzy tygodni ma się bardzo dobrze. -usłyszał słowa trenera, który po chwili wręczył mu telefon ze zdjęciem najmłodszego dziecka.

 
Jedyne o czym marzył to pobyt w szczecińskim szpitalu. Wierzył, że wkrótce przytuli do siebie syna i zrozumie, że jego życie od trzech lat było nie do poznania, było takie, że gdyby nie walka jego żony w tej chwili miałby przy sobie tylko piłkę nożną.
 

Październik 2016r
 

W piątkowe, późne popołudnie, poprawiając złotą, krótką spódnicę, wyszła powoli z windy, kierując się do pokoju na samym końcu. Pierwszy raz w życiu mieli świętować rocznicę ślubu, bez żadnego bólu i z dobrym, wzajemnym nastawieniem. Od narodzin Mikołaja na nic nie mogli narzekać, tworzyli pięcioosobową rodzinę bez żadnych problemów. Byli ze sobą, bo każdy posiadał w swoim sercu nadzieję. Uśmiechnięta zapukała do drzwi i wchodząc po cichu do środka, zasłoniła odwróconemu Kamilowi oczy, całując go w kącik przy ustach.
 
-Zgadnij kto to?

-Jesteś szalona, mówię Ci. -odwrócił się i zanucił jej cicho do ucha. -Myślałaś, że Cię nie widziałem? Dokładnie obserwowałem każdy Twój ruch.
 

Ze łzami w oczach odebrała od męża kosz z niezliczoną ilością czerwonych róż. Wiele w życiu przeszli, ale nowe wydarzenia zaskakiwały ich w w każdym momencie bez wyjątku. Agnieszka siadając na parapecie, zaczęła wpatrywać się jednocześnie w oświetlone ulice, pełne liści i Kamila, który siedział naprzeciwko niej na kanapie. Zrozumiała, że teraz będzie dobrze, nadszedł ich najlepszy plan i nauka na błędach odeszła w przeszłość.
 
-Jesteś wyjątkowy, ale ja nic dla Ciebie nie mam.

-Dałaś mi znacznie więcej. Od żadnej, innej kobiety nie dostałbym tyle ciepła, miłości i dobra. -przytulił ją do siebie. -Dałaś mi szansę i gdyby nie Ty nie miałbym naszej, trójki urwisów. Ty, Maksymilian, Maja i Mikołaj jesteście moimi najlepszymi prezentami.
 
Przed niczym się nie cofnęła. Gdyby mogła cofnąć czas podjęłaby identyczne decyzje. Niczego nie żałowała, zyskali sens i zrozumieli, że nie ma gwarancji, że to życie jest łatwe, ale nigdy nie poddadzą się bez walki.

 
💞
Dokładnie cztery miesiące temu pojawił się prolog tej historii. Każdemu z osobna dziękuję za każde słowo i obiecuję, że to opowiadanie po zakończeniu nie zostanie usunięte, jak niektóre, poprzednie. Dziękuję za Wasze komentarze i kończymy nadzieję z wynikiem 4083. Do zobaczenia na moich, innych projektach!


piątek, 7 października 2016

#11


Z niewielką pomocą pielęgniarki podniósł się z podłogi i wychodząc z sali operacyjnej, oparł się o chłodną, białą ścianę. Oczekiwanie na narodziny córki były dla niego nie do wytrzymania. Oddychając powoli stwierdził, że życie kobiet wcale do łatwych nie należy. Zdejmując z nadgarstka lewej ręki zegarek Lorus zaczął uważnie spoglądać na wskazówki, które znajdowały się na granatowej tarczy. Do pierwszej w nocy brakowało dwadzieścia pięć minut, a widać było, że Mai wcale na świat się nie śpieszy. Pocierając twarz dłońmi, usiadł wygodnie na krześle i napełniając kubek ciepłą wodą, poczuł na swoim ramieniu czyjś dotyk.

 

-Pana córka jest już z nami. -spojrzał na uśmiechniętego lekarza. -Maja jest zdrową, śliczną dziewczynką. -oddalił się i zostawił piłkarza zupełnie samego na korytarzu.
 
Na jego policzkach pojawiły się łzy. Zupełnie zapomniał o tym, co kilka tygodni temu mówił czterolatek. W tej chwili nie liczyło się dla niego to, że chłopaki nie płaczą. Dwudziesty czwarty maj stał się dla niego kolejnym ważnym dniem. Początek istotnych dat zapoczątkowało przyjście blondynka na świat; trzynastego lipca, prawie pięć lat temu porzucił swoje plany o kolejnym treningu i mimo wakacyjnych korków śpieszył się do jednego z najlepszych szpitali w Szczecinie. Dwa lata później w piątkowe, chłodne popołudnie, siódmego października został mężem i stał się głową rodziny, którą postanowił założyć razem z brunetką. Te dni były dla niego najlepsze w całym życiu, a Agnieszka, Maksymilian i mała Maja stali się dla niego najukochańszymi osobami na świecie.


***

Lipiec 2014r
 
Rysując kolejną godzinę projekt mieszkania dla młodego małżeństwa, uważnie obserwowała zabawę blondynka z prawie dwumiesięczną Majką. Jako dwudziestosześcioletnia kobieta osiągnęła w swoim życiu wszystko; skończone, wymarzone studia i rodzina, którą kochała nad życie. Wyciągając z szuflady kartę z farbami, zaczęła poszukiwania idealnej czerwieni do sypialni sympatycznych klientów. Wkładając do teczki wszystkie potrzebne prace, postanowiła zakończyć dzisiaj pracę wcześniej. Resztę popołudnia chciała spędzić w rodzinnym domu Kamila i wspólnie z najbliższymi zaplanować zbliżające się urodziny Maksymiliana. Wkładając córkę do fotelika samochodowego, przytuliła do siebie syna, który od pewnego czasu robił się coraz bardziej zazdrosny. Uśmiechając się do Mai, zawiązała sznurówki od czarnych tenisówek, które przed chwilą zostały specjalnie rozwiązane przez samego właściciela butów. Zakładając na ramię pasek od zamszowej torebki, usłyszała ciche pukanie do drzwi. Spodziewała się jedynie swoich rodziców, którym pomagała od tygodnia w firmie. Jednak widok biologicznego ojca Maksymiliana sprawił, że znowu sobie o nim przypomniała. Przez te prawie dwa miesiące była pewna, że dał im święty spokój i pogodził się ze swoim losem. Spojrzała na białą kopertę, którą miał przy ostatniej wizycie. Ten mężczyzna sprawiał, że nieobecne od dawna nerwy znowu u niej zagościły.

-Chciałem po dobroci, ale nie dałaś mi innego wyjścia. -wyjął dokument i położył go na biurko. -Będę walczył o spotkania z Maksymilianem i dlatego spotkamy się w sądzie za równe trzy tygodnie.

-Mamo, o co chodzi temu panu? -blondynek zdjął czapkę z daszkiem i obdarzył go złym spojrzeniem.

-Nie jestem żadnym panem. -Adam przyklęknął przy nim. -Jestem twoim tatą.

-Dobry żart. -zaśmiał się blondynek. -Mój tata ma na imię Kamil i jest o wiele fajniejszy od Ciebie.

-Zostaw nas w spokoju i zaakceptuj to, że jemu drugi tata nie jest potrzebny. Miałeś swój czas, ale go nie wykorzystałeś tak, jak powinieneś. -do biura wszedł piłkarz. -To już jest moja rodzina. Wyjdź i zrób to teraz, bo ja nie lubię się powtarzać i nie chcę Ci nic zrobić.

-Agnieszka i Maja są Twoje, ale młody jest moim synem, więc niech to do Ciebie dotrze, że to jest dziecko moje i Twojej żony. -trzasnął drzwiami i jedyne, co zrobił to spowodował, że mała zaczęła płakać.

***

Późnym wieczorem zapłakana leżała w łóżku i po raz kolejny czytała ze zrozumieniem tekst znajdujący się na białej kartce. Dalej nie mogła uwierzyć w żądania byłego partnera. Wiedziała, że nie zgodzi się na to, aby Maksymilian spędzał z nim całe wakacje, tydzień ferii i święta, co dwa lata. Najbardziej zdenerwował ją fakt, że prawnik pragnął dać mu swoje nazwisko. Ze złością rzuciła kartkę na dywan i z kubkiem gorącej herbaty zaczęła przeglądać utworzony kilka dni wcześniej album. Po chwili dołączył do niej Kamil, który przytulając ją do siebie, zrobił wszystko, że poczuła się bezpiecznie.
 
-Nie pozwolę mu na to, co sobie zaplanował. -westchnął cicho. -I pomyśleć, że kiedyś był moim najlepszym kumplem.
 
-Wtedy był inny. -musnęła delikatnie wargi męża. -Dziękuję, że chcesz ze mną walczyć.
 
-Maksymilian jest moim synem i zrobię wszystko, aby był z nami cały czas. -uśmiechnął się i pogłaskał ją po odkrytym ramieniu. -Jesteście moi i nikomu Was nie oddam.

Gdyby nie Kamil pewnie do tej pory byłaby samotną matką Maksymiliana. Jako małżeństwo z prawie trzyletnim stażem pokonali dwie, ciężkie przeciwności w swoim życiu. Na początku poradzili sobie z uzależnieniem dwudziestosześciolatka; mimo, że hazard był nieuleczalną chorobą to wierzyła, że mąż nigdy do tego nie powróci. Rozwód był tylko złym wspomnieniem i podjętą zbyt szybko decyzją. Mieli siebie, a to było najważniejsze. Innej rodziny brunetka nie chciała, bo mężczyzna, który leżał obok niej i dwójka dzieci śpiąca spokojnie od kilkunastu minut byli najlepszym, co mogło ją spotkać.

💞
Dzień dobry!
Jak widać Adam postanowił zrezygnować z Agnieszki, ale Maksymilian w dalszym ciągu znajduje się na pierwszym miejscu; walka o dziecko będzie ciężka...
Zapraszam do komentowania. Niedługo pojawi się tutaj epilog.
Do następnego ;*


czwartek, 22 września 2016

#10


Wiosenne słońce powoli chowało się za horyzontem, a w oddali dało się usłyszeć utwór Jessie J pt. ,Who You Are''. Brunetka mocniej naciągnęła rękawy bluzy na zmarznięte dłonie i podniosła się z wiszącego fotela, kiedy usłyszała dzwonek do drzwi. Odstawiając na blat pusty kubek, pojawiła się w korytarzu i zapaliła światło. Przerażona spojrzała na byłego partnera, który trzymał w ręku białą kopertą.

-Cześć. Czy możemy porozmawiać?
 
-O czym mamy rozmawiać? Zakończyłeś wszystko, co z nami związane pięć lat temu.
 
-Zależy mi na Maksymiliane. Kiedy tylko pojawiliście się w Szczecinie nie myślę o niczym innym.
 
-A pomyślałeś chociaż raz, co ja czułam, kiedy mnie zostawiłeś? Zapomnij o nim i wyjdź, tak będzie najlepiej dla wszystkich.
 
-Ale to też jest mój syn. Gdyby nie ja nie miałabyś go w tej chwili. Jestem jego tatą.
 
Kobieta przymknęła na chwilę powieki i wzięła głęboki oddech. Czuła, że ta rozmowa nie miała sensu, ale musiała się opanować. Stres w ciąży nie znaczył nic dobrego, a odniosła wrażenie, że jej ciśnienie znacznie się podwyższyło. Dotknęła dłonią zimnej ściany i pociągnęła za drzwi, zamykając je Adamowi przed nosem. Nie przejmowała się swoim zachowaniem. Miała prawo tak postąpić. Nie zależało jej na tym, aby się litować nad losem dwudziestoczterolatka.
 
***
 
Po dwóch godzinach obecności na siłowni, zmęczony blondyn wsiadł do samochodu i zerknął na wyciszony telefon. Zaskoczony spojrzał na dwadzieścia nieodebranych połączeń od żony. Szybko zapinając pas, ruszył z piskiem opon i wybrał najbliższą drogę do rodzinnego domu, aby tylko znaleźć się przy niej w odpowiednim momencie. Po piętnastu minutach zaparkował przed czarną bramą. Widok karetki sprawił, że prawie zemdlał. Zdenerwowany wbiegł do środka i zobaczył siedzącego na schodach Maksymiliana.
 
-Maja postanowiła zrobić nam niespodziankę. -blondynek cicho się zaśmiał.
 
-To znaczy, że mama już urodziła? -usłyszał dochodzący z salonu krzyk Agnieszki.
 
-Tato, przecież jeszcze bociana nie ma, więc oczywiście, że nie.
 
-Zapomniałem, idę do mamy, zostań tutaj.
 
-Pan doktor zabronił wchodzić. Obiecał, że za chwilę zabierze mamę do szpitala, a Maja będzie z nami jeszcze dzisiaj.
 
23/24 maja 2014r
 
Dzielnie wspierał swoją żonę i od ponad godziny siedział obok niej, czekając na upragnioną córkę. Delikatnie otarł dłonią kropelki potu z jej twarzy i złożył po raz kolejny czuły pocałunek na jej ustach, kiedy poczuł, jak żona wbija w jego rękę coraz mocniej krótkie paznokcie pomalowane na mleczny, jasnoróżowy odcień.
 
-To troszkę boli. -szepnął po chwili i spojrzał na czerwone ślady na dłoni.
 
-Przestań! -krzyknęła. -Chcesz to zamień się ze mną to dopiero zobaczysz, jak boli. -po jej twarzy zaczęły spływać łzy.
 
Zaspany wpatrywał się w czarne wskazówki zegara, który znajdował się na kremowej ścianie. Odliczał minuty do północy i zagryzł mocniej wargę. Nigdy nie myślał, że te chwile do pojawienia się maleństwa na świecie będą się tak przedłużały. Pocałował brunetkę we włosy i wstał, odbierając wodę od pielęgniarki. To była najbardziej stresująca noc w życiu. Pragnął, aby Majka była już razem z nimi. Ze współczuciem spojrzał na ukochaną i ponownie usiadł obok niej, gładząc ją po policzku.
 
-Proszę wyprowadzić pana Kamila i zadzwonić po doktora Miłoszewskiego. -wypowiedział lekarz. -Pojawiły się komplikacje.
 
Grosicki z szokiem spojrzał na starszego lekarza, a Agnieszka z trudem zaczęła oddychać. Odsunął się od pielęgniarki i podszedł do niej, pocierając spocone dłonie. Od samego początku wiedział, że coś jest nie tak. Jednak odganiał od siebie złe myśli i pozostawał przy tym, że będzie w porządku. Nagle zakręciło mu się w głowie. Przestał powoli słyszeć polecenia lekarzy, pielęgniarki i obecnego od kilkunastu minut na sali anestezjologa. Musnął wargi żony, a następnie była już tylko ciemność...

💞
 
Wybaczcie mi krótki rozdział, ale taki miał być. Mimo, że nie było mnie tutaj długo, czekam na Wasze komentarze. Koniec zbliża się coraz większymi krokami. Już wkrótce pożegnamy się z losami Agnieszki i Kamila.


niedziela, 4 września 2016

#9

-Nic się nie stało, chłopaki. -uśmiechnęła się do nich i sięgnęła leżący pod nogami telefon. -Wszystko jest w porządku. -dotknęła dłoni syna, który patrzył na nią wystraszony.
 
-A mojej siostrze nic się nie stało? -zapytał zaniepokojony i przytulił się do brunetki.
 
-Twoja siostrzyczka spokojnie śpi. -musnęła jego czoło i spojrzała na wzruszonego Kamila. -Idź do taty, bo za chwilę się nam tutaj rozpłacze.
 
-Chłopaki nie płaczą. -szepnął Maksymilian i wskoczył na jego kolana, śmiejąc się głośno.
 
-Dziękuję, że mi o tym przypomniałeś.


***
 
Szczecin

Było piątkowe, majowe popołudnie, kiedy we trójkę wybrali się do sklepu, poszukując odpowiedniej kołyski dla maleństwa, które miało przyjść na świat za równe trzy tygodnie. Przeglądając najnowsze oferty, nie potrafili dojść do żadnego porozumienia. Dwudziestopięciolatce spodobało się białe łóżeczko dziecięce, ale piłkarz wspólnie z blondynkiem upierał się zupełnie przy innej propozycji. Nieco zdenerwowana brunetka oddaliła się od nich i układając ręce na brzuchu, zaczęła przyglądać się dodatkom, które mógłby znaleźć się w nowym pokoju syna. Sięgając pluszową, zieloną piłkę włożyła ją do stojącego obok koszyka. Wybierając odpowiednią lampkę nocną, usłyszała wibrację. Wyciągnęła z kieszeni dresowych potłuczony telefon i z przerażeniem zerknęła na krótkie, męskie imię. Była bliska wykasowania wiadomości od bruneta, ale szybko się powstrzymała i postanowiła przeczytać długą treść SMS-a.
 
Adam: Wiem, że kilka lat temu popełniłem najgorszy błąd w swoim życiu, ale chciałbym mieć kontakt z Maksymilianem. Pragnę poznać naszego syna i być dla niego ojcem. Wiem, że pewnie mam znikome szanse, ale miałem wtedy zaledwie dwadzieścia lat i nie myślałam o założeniu własnej rodziny. Pozwól mi go poznać, błagam. O nic więcej nie proszę. Chcę, żeby wiedział, że może na mnie liczyć. Zmieniłem się i podejmuje teraz mądre decyzje, więc nie zranię Maksa, tak jak Ciebie te pięć lat temu. Daj mi tą szansę!
 
Powstrzymując płacz, wrzuciła telefon do torby i spojrzała na znajdującą się wysoko lampę z piłkarzem, którego strój był w narodowych kolorach Polski. Kobieta miała wykonać połączenie do męża, kiedy usłyszała męski głos.
 
-Pomogę pani. -podał jej lampkę i zdjął przeciwsłoneczne okulary. -Aga?
 
-Adam? -spojrzała na niego uważnie.
 
To niespodziewane spotkanie wywołało u dwudziestopięciolatki zdziwienie. Prawie go nie poznała. Zupełnie nie przypominał tego młodego chłopaka, w którym się zakochała. Na jego twarzy znajdował się kilkudniowy zarost, a pod ciemną koszulą widziała zarysy mięśni. Krępującą ciszę przerwał biegnący Maksymilian, który spojrzał uważnie na stojącego obok mężczyznę.
 
-Tata znalazł łóżeczko dla małej z różowymi szufladami. -wypowiedział radośnie. -Do tego kupiliśmy już kremowe litery, z których utworzymy imię Maja. -dodał po chwili. -Ale, jak coś to tajemnica, więc mnie nie zdradź. -zaśmiał się.
 
-Dobrze, nic tacie nie powiem. Chodź już. -wzięła go za rękę i szybko się oddaliła.
 
To było bolesne wydarzenie, ale widząc piłkarza z koszykiem pełnym zabawek, wszystko poszło w zapomnienie. Miała cudownych mężczyzn i nie potrzebowała w swoim życiu obecności prawnika. Wystarczała jej ta wymarzona trójka. Do pełni szczęścia potrzebowała tylko Kamila, Maksymiliana i Mai.
 
***
Z fakturą ze sklepu wracał spokojnie do mieszkania. Widok syna i byłej partnerki sprawił, że jego serce przyśpieszyło znacznie swoją pracę. Zrozumiał, że bez nich nic nie ma sensu. Kochał ich nad życie, a to przypadkowe spotkanie dało mu do myślenia, że powinien zawalczyć o ukochaną dwójkę ludzi. W jej ciemnozielonych tęczówkach widział ból, ale chciał naprawić błędne decyzje z przeszłości. Wsiadając do samochodu, wyszukał w spisie kontaktów damskie imię. Jednak szybko z tego zrezygnował. Osobiście postanowił odwiedzić najbliższą przychodnię weterynaryjną. Niską, rudowłosą kobietę od razu rozpoznał i mimo, że na korytarzu panowała kolejka, postanowił z nią porozmawiać.
 
-Adam, jestem na dyżurze i tym zwierzętom mogę pomóc, ale Tobie już nie. -zaśmiała się.
 
-Odróżniam lekarzy. Jestem tutaj w zupełnie innej sprawie.
 
-Słucham? -spojrzała na niego i zaczęła wyjmować z segregatora potrzebne dokumenty.
 
-Możesz mi pomóc w odzyskaniu syna i cudownej kobiety. -usiadł na krześle. -To boli, kiedy własny syn mówi do obcego mężczyzny, tato. -szepnął.
 
-Wcale nie jest mi przykro, chociaż Maksymilian ma teraz tatę. -zdjęła szybko okulary i obdarzyła go gardzącym wzrokiem.
 
-Zrozum, że ja dorosłem i chcę ich odzyskać, a Ty będziesz mogła mieć szansę u niego.
 
-Jestem szczęśliwa ze swoim narzeczonym, a Kamil to już zamknięty rozdział.
 
-Błagam Cię.
 
-Nawet nie będę próbować, bo i tak nie miałbyś u niej szans. -podeszła do niego. -Żegnaj i daj im spokój, bo są razem szczęśliwi.
 
💞
 
Jak widać była dziewczyna Kamila jest w porządku. Wcale nie jest mi szkoda Adama. Cieszę się ze szczęścia dwudziestopięciolatków. Jest tak, jak to zaplanowałam.
Zbliżamy się do końca. Dziękuję za Wasze komentarze.
Do następnego!